Dom Unicornu

Nasz Dom Unicornu to nie tylko artystycznie zaaranżowana przestrzeń, w której realizujemy zróżnicowany program pomocy ludziom chorym na nowotwory i ich rodzinom, ale też miejsce, gdzie rodzą się serdeczne więzi pomiędzy uczestnikami ciekawych spotkań, warsztatów prowadzonych na miejscu i w czasie wspólnych wyjazdów. To dom ciepły, bezpieczny, przyjazny, otwarty dla potrzebujących pomocy i dla tych, którzy chcą i mogą ją dawać.
:: Zobacz filmik z narodzin Domu ::
:: Na początku były Chochoły ::
Do 2003 roku nasze cotygodniowe spotkania odbywały się w kawiarni "Pod Chochołami", prowadzonej przez jedną z nas - Basię Hobrzyk. Tutaj mieściło się biuro organizacyjne słynnych "Snów Nocy..." i innych wydarzeń filantropijnych, a także I Spotkań Otwartych "Żyj z chorobą nowotworową". W "Chochołach" narodził się pomysł własnej siedziby będącej nie tylko biurem stowarzyszenia, ale - przede wszystkim - miejscem wsparcia dla osób doświadczonych chorobą nowotworową. 27 maja 2002 została podpisana umowa najmu lokalu przy ul. Kopernika 19E w Krakowie, przekazanego Stowarzyszeniu w dzierżawę przez prof. Marka Zembalę, prorektora Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum.
:: Wielki remont ::
18 czerwca 2002 roku odebraliśmy uroczyście klucze od pustych pomieszczeń. Wkrótce rozpoczął się wielki remont, możliwy dzięki łańcuchowi ludzi dobrej woli. Uczestniczyli w nim: Marek Dunikowski i Wojciech Miecznikowski z DDJM (projekt), Leszek Mikos - Techma, Krzysztof Kołomyjski - Elektrotermia, Jacek Wojewódzki - firma instalacyjna (wykonanie), Jacek Gruszka - Reflex Studio (oświetlenie), Piotr Sobierajewicz - Hydrosolar (grzejniki), Stanisław Steinhof - Heban (farby). Wspólnie z wolontariuszami malowaliśmy okna i ściany, na których później jednorożce i inne obrazki wyczarował Jan Matuszewski z ASP.
:: Uroczyste otwarcie - 19 grudnia 2002 ::
Po trwającym cztery miesiące remoncie mogliśmy zaprosić do naszej pierwszej stałej siedziby przyjaciół, lekarzy, chorych, wolontariuszy - tych, którzy mogli być tego dnia razem z nami. Spotkanie otworzyli Prezesi Stowarzyszenia Ewa Preisner i prof. Janusz Pawlęga. Swoje oczekiwania wobec nas i nowego miejsca sprecyzowali pacjenci zrzeszeni w grupach wsparcia i stowarzyszeniach. Prof. Aleksander B. Skotnicki przedstawił pacjentkę Kliniki Hematologii Ulę Smok, która po wyleczeniu założyła Fundację "Podaruj Życie" - Rejestr Dawców Szpiku Kostnego, wyraził Jej publicznie uznanie i wdzięczność. Prof. Władysław Łosiak mówił, jak ważne dla chorych jest wsparcie innych, bycie z nimi w najtrudniejszych momentach zmagania z chorobą. Potwierdziły to słowa psychologów Haliny Lebiedowicz i Teresy Turuk-Nowak. Dr hab. Jerzy Wordliczek wspomniał, jak bardzo ważna dla chorego jest skuteczna walka z bólem i zaofiarował swą pomoc ludziom poszukującym informacji na ten temat. Ksiądz dr Stanisław Obirek SJ zauważył, że w trudnych czasach pogoni za dobrami materialnymi i zmagania z brutalnością są jednak możliwe takie gesty jak stworzenie miejsca wsparcia i pomocy dla innych potrzebujących i oczekujących pomocy. Przybył do nas również spoza Krakowa Ojciec Leon Zdzisław Pokorski ofm. Podzieliliśmy się opłatkiem, a kolędy zaśpiewali razem z nami Tamara Kalinowska i Andrzej Sikorowski. Zaraz po Nowym Roku 2003 rozpoczęliśmy codzienną działalność.
Dyskretne oświetlenie, salonik z wygodną kanapą, kuchnia - wnętrze otwartej wczoraj świetlicy stowarzyszenia Unicorn przypomina bardziej dom niż miejsce, w którym będą się odbywać spotkania z psychologami, zajęcia z dietetyki i gimnastyka. Najładniejsze jednak w siedzibie Unicornu są ściany - nowocześnie "chropawe", w przyjaznych, pastelowych barwach. Gdzieniegdzie widać postać mitycznego jednorożca. Do tego spokojna muzyka.
Zależało nam na stworzeniu przyjaznej atmosfery, żeby nie była to zwykła smutna świetlica, jakich wiele, tylko namiastka domu - przyznaje Ewa Preisner, jedna z twórczyń Unicornu.
Głównym założeniem Unicornu było stworzenie miejsca, w którym osoby chore na nowotwór mogłyby się spotkać, porozmawiać i wymienić doświadczeniami, a także zasięgnąć fachowej porady. Oprócz domowej atmosfery fundacja będzie oferować ciągle uaktualnianą bazę danych dotyczącą wszystkiego, co związane z nowotworami. - Każdy chory ma inny charakter i poszukuje innego lekarza. (...)
To dla nas bardzo ważne, żeby nie siedzieć w domu, tylko spotykać się z innymi ludźmi - tłumaczy Anna, pacjentka Szpitala im. Rydygiera. - Najgorsze to zamknąć się w czterech ścianach i myśleć o własnej chorobie. Są sytuacje, w których nie sposób rozmawiać z mężem czy dziećmi. Czasem konieczne jest spotkanie z osobami, które mają podobne doświadczenia życiowe.
MICHAŁ OLSZEWSKI
Gazeta Wyborcza Kraków, 20 grudnia 2002